Mniejszości nie lubią polskiego nacjonalizmu
Lipiec 5th, 2010
Mapa gmin z rozkładem głosów w wyborach prezydenckich ma specyficzne właściwości. Oczywiście podejrzewa się podziały na Polskę A i B, różnicę w wykształceniu czy „miejskość” jako przyczyny trendów statystycznych.
Zaryzykuję tu inną teorię, którą można nazwać „z dziada, pradziada”. Jarosław Kaczyński (niebieski) zdobył więcej głosów na obszarach zamieszkałych przez polską ludność „starą”. Osiadłą na tych terenach od wieków i przywiązaną do tradycji ściśle polskiego i katolickiego patriotyzmu (cokolwiek to dziś znaczy).
Natomiast tereny zamieszkałe przez ludność nową, przesiedloną lub od zawsze wymieszaną, głosowały w większości za Komorowskim (pomarańczowy).
Zwrócę szczególnie uwagę na owe wymieszanie. Zarówno ludność Wielkiego Księstwa Litewskiego (Kresów) przesiedlona na zachód, jak Śląska Górnego, Dolnego, Cieszyńskiego, Opolszczyzny, Pomorzy obu, Warmii i Mazur, Kaszub była przyzwyczajona do życia wśród różnych narodów, obyczajów, państw, organizacji, języków. To wszystko sprawia, że ludzie ci, być może podświadomie, wystrzegają się zabójczych społecznie idei nacjonalistycznych, „prawdziwych Polaków”, katolików wyłącznych i bajd wyborczych o „roli Polski w świecie jako 10 potęgi”.
Często doświadczeni historycznie (Kresy) lub przyzwyczajeni do racjonalistycznej cywilizacji (Ziemie Zachodnie), ludzie z tych rejonów nie są skłonni ulegać wizji romantycznej, heroicznej i bezrozumnej wersji polskiego patriotyzmu.
Prawdopodobnie wielu z nich jest patriotami Rzeczpospolitej (jak ja), a nie Polski – co wielu się miesza.
Widać to szczególnie na obszarach wokół Hajnówki (Białorusini), Sejn (Litwini), Bieszczad (Łemkowie) – gdzie na Wschodniej Ścianie przemożnie głosującej na Jarosława Kaczyńskiego – wyróżniały się one mocnym zwycięstwem Komorowskiego. Najwyraźniej wschodnia polityka J. Kaczyńskiego postrzegana jest tam jako polityka anachronicznie nacjonalistyczna.
Prezes, Białoruś, Rosja… „To gorzej niż zbrodnia. To błąd.”
Czerwiec 28th, 2010
Wypowiedź publiczna Jarosława Kaczyńskiego o potrzebie rozmowy o Białorusi i mniejszości polskiej z Rosją można doskonale opisać zdaniem wypowiedzianym kiedyś przez Fouche.
Bo cóż może nam w tej sprawie powiedzieć Moskwa? Dla ich interesów kłopoty Białorusi z polską mniejszością to skarb. Przez te kłopoty Białoruś naraża się Polsce oraz Unii Europejskiej – jedynym sojusznikom w okolicy, którzy mogą wspierać Białoruś w jej grze z Rosją. Dlatego nie jest w interesie Rosji, by sytuacja Polaków na Białorusi się w jakikolwiek sposób zmieniała.
A jak już, to lepiej, by się pogarszała. Odwrotna polityka (uprzywilejowanie wymuszone Polaków) może w długim dystansie pogorszyć postrzeganie preferowanych Polaków przez Białorusinów, jednak to strategia ryzykowna – zwiększenie kontaktów z Polską może zwiększyć atrakcyjność Zachodu w oczach Białorusinów. Teraz jedynym wzorcem cywilizacyjnym jest Rosja.
Naciski ze strony Rosji i wrogość ze strony Polski i UE sprawia, że Białoruś szuka sojuszu z Chinami – co sprawia, że zgłuszenie mniejszości polskiej staje się bezkarne.
Polityka dwustronna Polska – Białoruś, to główne narzędzie dialogu. Polepszenie stosunków z UE może być atrakcyjne dla Łukaszenki – jeżeli nie będzie wiązać się z bezpośrednią krytyką reżimu. Ten sam wyewoluuje, gdy społeczeństwo zmieni swoje zapatrywania na wartość cywilizacji Zachodu.
Neoimperialne (tak są odbierane) zapędy Polski PiS i byłego prezydenta są szczególnie źle przyjmowane przez silnie nacjonalistyczne narody Europy Wschodniej. Szczególnie, że w odróżnieniu od czasów Jagiellonów Polska nie jest ani atrakcyjna gospodarczo (Niemcy, Szwecja, Finlandia mają tu większe wpływy), ani kulturowo (Rosja, Szwecja są znowu wysoko).
Czy kobiety są mądrzejsze od mężczyzn?
Czerwiec 22nd, 2010

W czasie obrad ostatniego kongresu kobiet pojawiły sie przypowiesci o badaniach gdzieś w Ameryce przeprowadzonych, w których zwrócono uwagę na korelację miedzy zyskami firm a obecnością kobiet w managemencie. Firmy z kobietami były bardziej zyskowne.
Teza wyciągnięta z badań była taka, że należy zatrudniać kobiety do zarządów.
Nie wiem, czy poza korelacją, w badaniach zaobserwowano także powiązanie przyczynowo skutkowe, wiec pozwolę sobie ogólnie skomentować to proste rozumowanie.
Scenariusz 1
Teza z kongresu w przetlumaczeniu z języka poprawności brzmi tak: kobiety mają predyspozycje genetyczne mózgu, ktore dają im przewagę w zarządzaniu przedsiębiorstw. To teza prawdopodobna. Można założyć, że różnice statystyczne w pewnych zachowaniach czy motywacjach istnieją. Czy przekładają sie na przewagę w zarządzaniu? Może. A przynajmniej w przypadku niektórych rodzajów przedsiębiorstw.
Popatrzmy na inne możliwe interpretacje.
Scenariusz 2
W firmach odnoszących sukces w większym stopniu zwraca się uwagę na kompetencje przy wyborze kadr. Kobiety stanowią połowe populacji i generalnie mają już zbliżone możliwości edukacyjne do mężczyzn. Więc przy wyborze wg kompetencji naturalnym jest, że część managerow będzie statystycznie kobietami. Tyle, ze to nie ma żadnego związku z zaleceniem wyboru kobiet – wręcz przeciwnie – nie należy wybierać kobiet, a lepszych.
Scenariusz 3
W populacjach malp wyższych samice czesto podnoszą swój status w grupie dzięki świadczeniu uprzejmości seksualnych oraz budowie zależności opartych na prostych kontaktach (iskanie). Samce zaś budują swoją pozycje dzięki posiadaniu widocznego haremu. Łatwo zauważyć, że w przełożeniu na społeczności ludzkie i korporacje, takie zjawiska też występują. W przypadku modelu macho grupa dominujących męskich managerow będzie promować pewna liczbę kobiet w rolach kochanek lub dekoracji (hostessy, asystentki, członkowie zarządu ds. PR). Dodatkowo, zarowno u szympansow jak i ludzi mocno funkcjonują grupy samców-przyjaciół, do ktorych wstęp kobiet jest niemożliwy.
Bardzo agresywnie zarządzana firma z kulturą macho może odnosić sukces, ma kobiety wysoko w hierarchii (na stanowiskach dekoracyjnych), ale jest jak najdalsza od wizji feministek.
Czesto w małych firmach właścicielami są kobiety, bo w takiej firmie silnie występuje model 2 – kompetencyjny. W korporacjach są społeczności, czyli włączają sie mechanizmy naturalne i utrzymanie modelu kompetencyjnego wymaga wielkiej uwagi zarządu.
Model mechanicznego preferowania kobiet (parytet) jest szczególnie trudny do utrzymania, ponieważ jest przeciwny racjonalnemu modelowi kompetencyjnemu i jest na dodatek przeciwny naturze gatunku. Budzi opór zarówno ze strony rozumu jak i uczuć. Jako jedyne uzasadnienie pozostaje prosta eugenika o podłożu ideologicznym.
Tajemnicze błędy sondaży
Czerwiec 21st, 2010
W wyborach ostatnich wyniki dwóch firm badawczych wyraźnie rozjechały się końcowym wynikiem. Firmy najwyraźniej nie uwzględniły dostatecznie mentalności badanych. Pewna grupa wyborców skłamała lub nie udzieliła odpowiedzi. Tak dzieje się zawsze. Interesujące są powody takich decyzji.
- Część obawia się niezachowania dyskrecji i potencjalnych konsekwencji towarzyskich lub zawodowych.
- Część uważa, że jego opinia zostanie zignorowana lub przeinaczona. Ta sytuacja występuje często, gdy pytania słabo pasują do niektórych interpretacji rzeczywistości.
- Część akurat nie ma czasu lub ochoty.
- Część nie ma zaufania do badacza. Uważa, że ten reprezentuje odmienny światopogląd i będzie dążył do zmanipulowania wyniku.
Niedoszacowane były wyniki Jarosława Kaczyńskiego. Skąd więc szczególny opór do badań ze strony jego zwolenników?
W poprzednich wyborach parlamentarnych (gdy niedoszacowanie było podobne), po okresie rządu PiS przyznawanie się do popierania braci Kaczyńskich mogło być powszechnie uważane za wstyd (pkt. 1). Jednak teraz, po katastrofie smoleńskiej, gdy w dobrym tonie było okazywanie współczucia, gdy zwolennicy PiS wyszli na ulice masowo oraz otrzymali jasne poparcie Kościoła Katolickiego (jako instytucji wyznaczającej moralność), wstyd wymuszony konformizmem społecznym w rachubę nie wchodzi.
Pytanie było proste i jednoznaczne – na kogo głosowałeś. Pkt. 2 więc tu też nie zachodzi. Trudo uznać, że konstrukcja pytań źle opisuje rzeczywistość.
Pkt. 3 – brak czasu i ochoty – występuje zawsze i, wg relacji jednego z szefów agencji, mógł zawrzeć się w zwykłych paru procentach.
Pkt. 4 – brak zaufania – jest chyba tu główną przyczyną rozbieżności. W. Hołdakowski z SMG/KRC wspomniał, że 7% ankietowanych odmówiło odpowiedzi – wyjątkowo dużo, jak na ich dotychczasowe doświadczenia. Gdy więc odrzucimy te 2-3% na leniuchów, pozostanie 4-5% – dokładnie w zakresie rozbieżności wyniku na rzecz Jarosława Kaczyńskiego. Wynikał by z tego, że 1/9 jego wyborców nie ufa ankieterom pracującym dla Polsatu i TVN (mało kto zna nazwy agencji badawczych). TNS/OBOP robiący badanie dla TVP (telewizji silnie identyfikowanej z PiS) miał wyniki poprawne.
Nie trzeba być specjalnie przenikliwym, by zauważyć, że przez część wyborców PiS telewizje prywatne postrzegane są jako instytucje im wrogie, manipulujące informacjami o PiS, współpracujące z „wrogimi siłami” i niepatriotyczne. Do tego dochodzi przekonanie, o tym, że istniejące instytucje społeczne w państwie są skorumpowane i opanowane przez „spisek”.
Niewątpliwie poszczególne telewizje przejawiały „skłonności” w kierunku różnych ugrupowań, w różnym stopniu, jednak kluczowy tu jest próg braku zaufania, który u części wyborców PiS został przekroczony, a u pozostałych wyborców w stosunku do „konkurencyjnych” telewizji – nie został. Pozostało tam dostateczne zaufanie, że pomimo przeciwnych poglądów, telewizje przekażą same dane zgodnie z prawdą.
Dla nieufnych – instytucja wyborów również nie jest godna zaufania, nawet, gdy Jarosław Kaczyński odnosi sukces – ponieważ sukces ten jest okradziony i umniejszony w stosunku do rzeczywistego poparcia. Samo podanie informacji o głosowaniu postrzegane jest jako współpraca z „nimi”. Wyborcy ci postrzegają przywiązanie do charyzmatycznego przywódcy i partii w kategoriach religijnych i manichejskich.
Jest coś niepokojącego w fakcie, że tą, nazwijmy to „paranoiczną” grupę obywateli (obecną w każdym społeczeństwie) zagospodarowuje teraz akurat tylko PiS (na scenie politycznej). Można zaryzykować spostrzeżenie, że PO i SLD nie mają takiego elektoratu – badania dla TVP nie były skrzywione w drugą stronę.
„Obsługa” elektoratu skrajnego wymaga podtrzymywania uprzedzeń, odprawiania rytuałów, tworzenia miejsc świętych (Wawel) oraz konstruowania identyfikacji własnej poprzez rozróżnienie od „nieczystych” wrogów. Ta obsługa kosztuje PiS dużą część elektoratu rozsądnego i spycha Jarosława Kaczyńskiego w ten obszar politycznej dyskusji, gdzie jedynie dopuszczalnymi są argumenty populistyczne.
Wniosek badawczy dla agencji jest taki, że powinny one w większym stopniu uwzględniać szczególny, konkretny stan umysłów społeczeństwa, niż tylko statystykę.
Jak byłem mały, to robiłem projekty architektoniczne
Czerwiec 15th, 2010
W szkole byłem studentem awangardowym, jak na studenta przystało. Tu kilka rysunków ze sklepu muzycznego (konstruktywizm), przedszkola (posmodernizm) i projekt wnętrz centrum handlowego (neo art deco). To framenty tylko – takie dekoracyjne. Projektowanie architektoniczne nauczyło mnie technologii myślenia. Co do realizacji – do tego nie doszło, bo czasy jeszcze nie te na trudne rzeczy. No i zabrakło mi woli spania pod mostem – jak na artystę przystało
.
W tym odcinku MegaSklep muzyczny:

MusicWorld - widok od strony windy do klubu

MusicWorld - widok z wyjścia z windy na pomost klubu

MusicWorld - widok na wejście do megasklepu

MusicWorld - taras klubu

MusicWorld - widok boczny z wieżą windową klubu

MusicWorld - wnętrze, wejście do sklepu

MusicWorld - wnętrze, bar na antresoli

MusicWorld - wnętrze, piętro dla koneserów
Jak projektować kwestionariusze
Maj 10th, 2010
Tradycyjne kwestionariusze to rzecz zwyczajna i rutynowa, jednak często widać witryny, gdzie ten problem nie jest opanowany. Więc kilka podstawowych rad poniżej. Nie pisze tu o nowych sposobach budowania kwestionariuszy – w większości wypadków wystarczą stare. O nowych napisze w innym poście.
Kwestionariusze występują to tu, to tam na wielu stronach. Często, w miejscach kluczowych dla naszego biznesu – jak w procesie zakupu, zapisywania się czy budowania profilu.
Rzecz jest prosta, mało seksi i właściwie nie warto robić tego źle, gdyż z błahych niedoróbek wychodzi problem dla użytkowników i poważne konsekwencje ich utraty – dla nas.
Jeden krok na stronę
Warto podzielić proces na pojedyncze, zrozumiałe i powiązane z rzeczywistym światem etapy. Na przykład Dane kontaktowe – służące do kontaktu firmy z użytkownikiem. Dalej Adres dostawy – czyli dane ściśle związane z jedną, węzłową czynnością użytkownika. Kolejne – Dane płatności… etc. etc.
Wizard działa
Każdą czynność umieszczamy na jednej stronie wizarda. Użytkownicy nie mają problemu z chodzeniem do przodu i do tyłu w wizardzie – nawet, jeśli ma wiele stron.
Wypełnione już pola muszą być pamiętane w całym wizardzie – użytkownikowi nie mogą znikać już wpisane dane, gdy przemieszcza się w wizardzie.
Okruszki
Ścieżka czynności czyli „okruszki” z bajki o Jasiu i Małgosi napisanej przez braci Grimm. Przydają się w wizardzie pod warunkiem, że są krótkie – maksymalnie 5 kroków i opisują całe logiczne bloki czynności. W innym przypadku straszą długością procesu i szczegółami wymagań.
Etapy okruszków nie muszą odpowiadać pojedynczym stronom wizarda. Wręcz przeciwnie – ważne jest zaznaczenie logicznych czynności a nie poszczególnych stron kwestionariusza.
Dominujący przycisk

Na stronie gdzie występują przyciski (szczególnie kwestionariuszowej, ale nie tylko) należy wyraźnie wyróżnić przycisk główny. Przycisk ten realizuje główną funkcję strony. Powinien być jeden. Powinien mieć na sobie fokus, tak by wciśnięcie Enter wciskało go.
Pozostałe przyciski powinny być znacznie gorzej widoczne. W praktyce zwykle projektuję przycisk kolorowy jako główny (niebieski szczególnie jest dobry bo się kojarzy z linkami), a pozostałe przyciski szare lub białe.
Długie i krótkie pola

Długość pól tekstowych i drop downów powinna być dostosowana do spodziewanych danych. Na przykład pole na adres e-mail powinno być długie, pole na kod pocztowy – krótkie, a pole na numer mieszkania – bardzo krótkie.
W wielu projektach kwestionariuszy widzimy pola o równej szerokości – zaprojektowane tak z lenistwa lub ze względów estetycznych. Użytkownik taką estetykę ma w nosie, a przy równych polach może pomylić się i wpisać dane w pole wyżej, lub niżej.
Opisy pól

Opisy pól powinny być jak najbliżej pola – chodzi o to, by użytkownik nie pomylił się i nie uznał, że inne pole przynależy do danego opisu. Dlatego najlepiej opis umieszczać bezpośrednio nad polem. Gdy umieszczamy jest z lewej strony – należy justować je do prawej – tak by przylegały do pola, a nie tkwiły daleko po lewej (szczególnie, gdy mamy długie i bardzo krótkie opisy.
Dodatkowe opisy

Bardzo często warto dodać dodatkowe opisy z wyjaśnieniem możliwych wątpliwości. Wtedy można umieszczać je pod lub po prawej stronie pola. Te napisy powinny być szare – o znacznie mniejszym kontraście niż główne opisy.
Błędy

W zasadzie nie powinienem używać tego określenia – użytkownik nie popełnia błędów. To my się z nim nie dogadujemy. No, czasami popełnia pomyłki
.
Komunikat powinien zawierać tylko opis oczekiwanej akcji, nigdy wytykanie czy opisywanie błędu.
Źle: Błąd. Brak adresu e-mail.
Dobrze: Wpisz adres e-mail.
Czerwony komunikat powinien pojawić się pod polem do uzupełnienia. Pole powinno być podświetlone na żółto. Są to kolory alarmowe i zwracające uwagę.
Dodatkowo, na górze kwestionariusza powinien pojawić się komunikat ogólny – użytkownicy czasami nie rozumieją, dlaczego kwestionariusz przeładował się i nic się nie stało (nie zauważają pojedynczego podświetlonego pola).
Sprawdzanie formatu pól
Sprawdzanie zawartości pól sprawia najwięcej kłopotów użytkownikom. Zwykle dlatego, że sprawdzanie to jest zbędne, lub nieintuicyjne. Bardzo często wymagany jest specyficzny format danych, mimo, że użytkownicy mogą wpisywać je na różne sposoby. Opis formatu obok pola zwykle nie jest czytany, a jeśli, to często kłopot, a nie podpowiedź.
Na przykład:
Źle: 23-12-2010 – data musi być zapisana z kreseczkami.
Dobrze: 23-12-2010, 23.12.2010 – użytkownicy nie rozróżniają przerywników i gdy wyskoczy błąd „złej daty”, nie będą wiedzieli dlaczego jest zła – przecież wpisali właściwą. Pomysł, że data może być zła w sensie formatu, a nie merytoryki jest typowym błędem w projektowaniu kwestionariuszy. W przypadku daty lepiej dać wyskakujący kalendarzyk.
Inne przykłady tolerancji sprawdzania pól:
Kod pocztowy: 00-445, 00445;
Numer rachunku bankowego: 12 1234 2345 4567 6789 8976; 1212342345456767898976; 1212342-345456767898976; 1212342 345456767898976.
Sprawdzanie zawartości pól
Sprawdzanie ma zwykle na celu zmniejszenie liczby błędów lub też fałszywych zapisów w naszych bazach. To słaba motywacja – jak ktoś chce podać fałszywe dane lub śmiecie, tylko po to by sprawdzić nasz serwis, to poda fałszywe nawet jak będziemy sprawadzać zawartość.
Za to nękamy i odstraszamy tych co chcą spróbować. To potencjalni klienci. Jak im się spodoba, to zmienią albo założą prawdziwe konto.
Kiedy sprawdzać?
Gdy to ułatwia użytkownikowi wpisywanie danych poprawnych, których na pewno nie chce wpisać źle: numer konta bankowego, hasło (powtórzenie), adres e-mail (czasami powtórzenie).
Nie należy sprawdzać kodu pocztowego, liczby cyfr w telefonie i innych danych, które ktoś może mieć nietypowe (tracimy klienta).

Na przykład pole adresowe podzielone na oddzielne bloki „ulica”, „numer domu” i „mieszkanie” mogą sprawiać kłopoty, jak ktoś mieszka pod dziwnym adresem lub za granicą, gdzie inaczej opisuje się adresy. Zastanówmy, się czy rzeczywiście potrzebujemy takiego rozbicia danych.
Apple is not a cloud company. Just perfect hardware company.
Kwiecień 30th, 2010
I’ve just read Charles Stross story about Flash/Apple debacle. The most interesting idea is that PC industry is dying, HP and MS are deeply worried and even Apple – the most innovative hardware company is afraid of the future, when hardware profits will be minuscule and everything will be stored in a cloud. As I agree with general notion of drive to the cloud, I should mention to Charles, that Apple is not a cloud company. It is not even in any way software company. Apple has little expertise and, what is more important, will to be a cloud internet company. If you look carefully at Apple software offerings, these are interfaces. Yes, we are approaching fast times, that there is no hardware without basic level of software, which operates the hardware and works as a interface between human operator and hardware. But it is not “real software”. Look at some metaphor with cars. I like cars. These are now extremely boring machines from the operator point of view. All mechanical functions are automated and general interface (steering wheel, switches and knobs, pedal and gear shaft) are fairly standard and mature. So these mechanical, electrical and electronic “operator handles” are now intrinsic part of driving experience and taken for granted. But the “real software” of car is weekend. I mean weekend as social behavior, purpose for using the car for country trip. Also, everyday commute to work or emergency trip to hospital. If you take this to computers – iPhone/iPad Apple interface is only a fancy steering wheel. And Apple is still hardware company. Very good, innovative, fancy, premium etc. etc. But hardware company, which has no record of innovation in real software. All real software activity is somewhere else – it’s tweeting, blogging, fourscquring, youtubing or gathering personal band of friendly primates on Facebook. All these activities need some real software and infrastructure. Their also need hooks and interfaces. These interfaces are generally hardware agnostic. At least developing needed specific hooks to some hardware are cheap and easy. Be it web app or iPad app.
But in this word of “real software” there is no Apple. And if we look carefully in some their tries – these are poorly executed, boring or plain stupid.
Take general synchronization of MobileMe. It is some kind of Outlook functionality clone from 90-ties. Pity. iPad iWorks with no usable cloud file synchronization. Pity. Sandboxed apps with no OS support for aggregating similar data in some kind of hubs – e.g. iPod on iPhone cannot play music files from my cloud bank or even music generated or acquired by app on the same machine. I used e.g. cute app VoiceBand to make my own garage recording. To hear it in iPod interface I had to mail it to my PC and synchronize it with iTunes. It is not crazy, it is plain stupid. I can go on and on. Just do not say that Apple is the software or content company. They have no chance here. No experience. And no future.
I think there is place for Apple as a hardware company. There are many innovative areas for hardware. Apple can live handsomely on next wave of iPads, which will become next PCs, for 3-4 years. Then they can introduce wearable computers with eye projectors. I am sure, they’ll make it very well. But cloud – here I am very skeptical. One can say – what about iTunes and AppStore. And they bought and closed Lala.com. Well, these are successful enterprises, but bring not so much to Apple’s coffers. Something like 8% and there is no big room for growth. I just don’t believe in traditional model of selling media content.
Dlaczego iPad nie ma znaczenia?
Kwiecień 4th, 2010
Pytanie jest zadane przekornie, iPad nie ma znaczenia przez swoje zalety, a nie wady. Krytycy zwracają uwagę na brak flasha, USB czy nieokreśloną funkcję. To krytyki może i słuszne, ale w praktyce bez znaczenia – w przypadku flasha większość głównych witryn szybko przenosi się na HTML5. iPad jest tu motorem zmian i pretekstem do odchodzenia od nielubianej technologii.
Dwa pozostałe zastrzeżenia mają znacznie poważniejsze konsekwencje. Brak USB oznacza niemożność podłączania różnych rzeczy, ale przede wszystkim zewnętrznej pamięci (iPad nie ma też gniazda kart SD). W konsekwencji zostajemy na zawsze z początkowymi np. 32 GB – co wydaje się ilością nieperspektywiczną w czasach gdy dyski laptopów dobijają do terabajta. Ale…
Chmura. iPad jest pierwszym masowym komputerem przeznaczonym do używania w chmurze – a wtedy pamięć lokalna staje się podręczną tylko. Pewnie, że dziś większość opcji dotyczy Amerykanów, ale można to obejść…
1. Dokumenty będziemy brali z iWorks, Google Docs lub Office Live…
2. Muzykę ze Spotify, Pandory…
3. Filmy z Hulu, Netflixa…
4. Książki z Amazona, Projektu Guthenberg, Scribda…
5. Pocztę z Gmaila, Yahoo…
6. No i wszelkie wiadomości, RSS-y, twity, blogi, komentarze, społeczności, mapy i wszelkie inne kipiące aktywności, które cechują dzisiejszy net, i którym poświęcamy coraz więcej (najwięcej?) godzin dnia.
Wiele tych aktywności jest za darmo lub za opłatą abonamentową z dostępem do wszystkiego co się rusza (muzyka, filmy, wkrótce książki). Wcale nie jest powiedziane, że ludzie będą masowo używali płatnych sklepów (iPody odniosły sukces nie dzięki iTunes, a MP3 i piractwu) – choć i te są częścią chmury.
Chmura ta jest praktycznie poza kontrolą Apple. Sam fakt, że głównym interfejsem jest przeglądarka lub aplikacje odmiany służące do dostępu do serwisów na sieci, sprawia, że władza Jobsa jest ograniczona. A płatne rzeczy z iTunes mogą nas interesować, ale nie muszą.
Nasza aktywność, nasze dokumenty i nasz czas przenoszą się do sieci, do chmury. To sprawia, że urządzenia które służą do dostępu przestają wymagać naszego pomyślunku. Stają się przezroczyste, bez znaczenia. Zaczynamy doceniać te, które nas nie absorbują swoim interfejsem, wewnętrznymi funkcjami, fizyczną budową. A iPad jest właśnie przedstawicielem takich niewidocznych urządzeń i staje się „bez znaczenia” dla przyszłości ludzkiej aktywności. Czym bardziej doskonały w udostępnianiu nam sieci – tym pożyteczniejszy, tym bardziej traktowany jako oczywisty i tym bardziej schodzący nam z oczu.
A dlaczego iPad jest w tym doskonałym, niewidocznym komputerem?
1. Ma odpowiednie rozmiary – najmniejsze dla urządzenia do sensownej pracy i zabawy.
2. Jest szybki – tak szybki, że nie zauważamy jak działa (kiedyś taką rewolucję szybkości zrobił Google).
3. Jest zawsze podłączony (przez 3G – wersja wi-fi to nieporozumienie).
4. Klawiatura nadaje się do pisania średnich tekstów (kto dziś pisze długie?) i jej nie ma!
I to wystarczy.
Urządzenie bez funkcji? Och – ależ tak. To dokładnie jak PC – to też było/jest urządzenie bez (jednej) funkcji . Czyli w praktyce do wszystkiego, do czego dziś służy przeciętnemu użytkownikowi laptop lub PC – Internetu, pisania, księgowości, muzyki i zabawy.
No i każdy musi mieć jeden zawsze przy sobie – to naprawdę osobisty komputer.
Duże PC pozostaną do roboty ciężkiej – jak dawniej stacje robocze – dla inżynierów, grafików i maklerów.
Brzydka sieć, czyli grafika w Internecie
Maj 25th, 2009
Skrót: Estetyczny i wysmakowany projekt graficzny nie pomaga w sukcesie masowych witryn, szczególnie społecznościowych. A nawet może szkodzić. Wyrafinowana grafika oznacza przeznaczenie witryny dla elitarnego odbiorcy – przez to sugeruje zwykłemu – by spadał. Masowy serwis powinien być:
- Banalny, taki jak inne – nie zaskakuje i pozwala łatwo się znaleźć w jego świecie
- Nijaki – pasuje każdemu – nie musisz utożsamiać się z jakąś subkulturą
- Nie za ładny – użytkownik go odwiedza, by robić swoje, a nie oglądać serwis. Wysmakowany oznacza elitarny.
- Milusi (cute) – powinien być miły w dotyku, sympatyczny – poduszeczki i wzruszające ikonki z ludzikami.
Historia Microsoft i Apple: Starzy wrogowie w walce o dusze i portfele właścicieli komputerów osobistych. Końcowy wynik konfliktu jest znany. Windows wygrało z ogromną przewagą. System operacyjny Apple występuje na kilku procentach PC. Dziś ten konflikt wciąż rozpala różne fora o charakterze „religijnym”, choć tak naprawdę dziś jest konfliktem starych technologii. Google, platformy mobilne a przede wszystkim usługowa sieć są gorącym tematem.
Apple zawsze przykładał wielką uwagę do estetycznych projektów urządzeń i wyglądu systemu operacyjnego. Wygląd urządzeń Apple jest elitarny. Większość z nich jest biała, który jest specyficznym kolorem w naszej kulturze. Jest symbolem czystości, elitarności i życia duchowego. Bardzo w stylu Apple. Projekty graficzne ikonek, przycisków i ramek są wysmakowane i minimalistyczne. Podobnie niektóre typowe funkcje interfejsu zakładają rozgarnięcie i inteligencję użytkownika. Taka strategia dla urządzeń pragmatycznych, nudnych i tak bardzo nie osobistych jak PC była samobójcza. Firma z prawie monopolisty rynku w czasach Apple II wylądowała na marginesie.
Ale w urządzeniach małych jest inaczej. Te dotykamy. A w dotyku liczy się perfekcja. No i interfejsy iPoda a szczególnie iPhona są wyjątkowo bezmyślne (dla obsługującego). To i są ładne poduszeczki. Sukces wielki. Ale nawet tu zetknąłem się w Anglii w czasie badań z opiniami części użytkowników, że iPhone jest to urządzenie szpanerskie i obciachowe dla zwykłego człowieka.
Microsoft zaś zajmował się spełnianiem doczesnych i zwyczajnych potrzeb – system ma być tani, używany na każdym sprzęcie tak, że użytkownik mógł wykorzystać wybór odpowiedniego jakościowo komputera do obniżenia kosztu jego zakupu. Grafika posługuje się barwą niebieską – czyli kolorem najbardziej neutralnym, nijakim i pasującym do wszystkiego. Ikonki, ramki motywy graficzne w tłach są elementarnie ładne, banalne i pozbawione jakiejkolwiek oryginalności. System jest rozwijany nie według genialnych intuicji kilku geniuszy, a poprzez ciągłe dostosowanie produktu do możliwości popularnego sprzętu, potrzeb klientów chcących wydać rozsądne pieniądze na komputer. Bardzo ważne było w tym oszczędzanie dotychczasowych wydatków klientów – kompatybilność wsteczna.
W Internecie: Apple v. Microsoft to wyrazisty przykład konfliktu elitarności z ludowością. Więc największe serwisy w Internecie są robione jak Microsoft: Google, Fox News, CNN, Onet, YouTube, Amazon, Facebook… Wszystkie są brzydkie, pragmatyczne, otwarte i zorientowane na użytkownika.
Maslow WWW
Maj 19th, 2009
Skrót: Sukces witryny zależy od spełnienia 5 zadań podanych w kolejności wagi. Spełnienie pierwszego zadania, sprawia dopiero, że użytkownik interesuje się kolejnym poziomem.
- Zrealizuj potrzebą przyjścia (daj, to co chce użytkownik, po co w ogóle przyszedł)
- Zrealizuj ukryte emocje (a użytkownik się przywiąże i będzie wracał)
- Z tego samego świata (j.w. czuje się u siebie)
- Spraw by to sprawnie działało (użyteczność, etc)
- Przyjemne i estetyczne (grafika, identyfikacja marki, ładność ogólna
W 2003 roku opublikowałem poprzednią wersję tego artykułu. W tamtych czasach rozwoju polskiego Internetu 2 warunkiem był postulat, by witryna w ogóle działała. Był on w tamtych czasach ważny, bo w sieci było mnóstwo witryn tak źle technicznie zaprojektowanych, że po prostu nie działały. Dziś średni poziom projektowania jest znacznie wyższy – witryny działają i stąd zwrócenie uwagi na dodatkową warstwę realizacji potrzeb użytkownika.
O Maslowie: Amerykański psycholog Abraham Maslow zaproponował w połowie XX wieku teorię realizacji potrzeb ludzkich, wpływających na zachowania jednostek. Zaproponował podział potrzeb ludzkich na pięć poziomów. Postulował, że ludzie nie będą realizować potrzeb z poziomu wyższego, dopóki potrzeby z poziomu niższego nie będą zaspokojone w elementarnym zakresie (George Boeree o Maslowie).
Numeruję poziomy od najbardziej podstawowego (1.) – czyli od dołu piramidy. Przyjęto model piramidy, gdyż pokazuje on dobrze „podstawowość” pierwszych poziomów.
Piramida potrzeb Maslowa:
- Fizjologiczne (powietrze, woda, jedzenie, ciepło…)
- Bezpieczeństwa (brak zagrożenia fizycznego, pieniądze…)
- Przynależności (miłość, przyjaźń, rodzina, bliska grupa…)
- Akceptacji i pozycji (samoakceptacja, pozycja społeczna, uznanie, sława…)
- Samorealizacji (sztuka, nauka, rozumienie rzeczywistości i innych ludzi…)
Model piramidy potrzeb można użyć także do analizy strony WWW. Przeniesienie piramidy Maslowa wymaga przystosowania do zagadnień percepcji sieci. Pierwotny model ma zastosowanie do ogólnych zachowań człowieka w środowisku i społeczeństwie.
Jest smutnym, że potrzeba rozumienia innych ludzi ląduje tak nisko. W projektowaniu stron objawia się to często całkowitym lekceważeniem, czy też brakiem wysiłku zrozumienia potrzeb użytkownika. Zamiast tego zwycięża 4. – potrzeba własnego sukcesu w grupie wykonawczej J.
Model dla Internetu: Niżej opisuję model użyteczny w projektowaniu i ocenie witryn. Powstał w oparciu o moje doświadczenia przy obserwacji i projektowaniu masowych serwisów (Onet, Merlin, Grono, inne), analizy historii sukcesu innych znanych witryn i obserwacji zachowań użytkowników w czasie badań użyteczności różnorodnych witryn.
Podobnie jak u Maslowa – realizacja przez witrynę celów poziomu wyższego nie ma sensu, gdy nie są zrealizowane cele z niższego. Witryna może sprawiać wrażenia ładnej i atrakcyjnej (szczególnie, gdy ma piękną animację), ale nie będzie często i stale odwiedzana. Nie wytworzy przywiązania i nie pozostawi u użytkownika trwałego wrażenia satysfakcji.
- Zrealizuj potrzebą przyjścia (daj, to co chce użytkownik, po co w ogóle przyszedł)
- Zrealizuj ukryte emocje (a użytkownik się przywiąże i będzie wracał)
- Z tego samego świata (j.w. czuje się u siebie)
- Spraw by to sprawnie działało (użyteczność, etc)
- Przyjemne i estetyczne (grafika, identyfikacja marki, ładność ogólna
Witryna musi realizować pierwsze 2 poziomy, by odnieść sukces. I często to wystarcza w zupełności. „Nasza klasa” była (i w dużym zakresie jest) zaprojektowana gorzej niż gorzej pod względem użyteczności. System z rzadka działał na początku istnienia. A jednak odniósł wspaniały sukces. W miarę pojawiania się konkurencyjnych witryn zaczynają mieć znaczenia wyższe poziomy. Gdy podstawowe potrzeby są realizowane przez kilka witryn, użytkownik zaczyna zwracać uwagę na cechy z kolejnych poziomów.
Poniższy model został stworzony od strony potrzeb użytkownika. Witryna zwykle powinna realizować także cele firmy. Gdy cele te są różne, zdarza się niechcący lub świadomie poświęcać skuteczność witryny dla użytkownika, na rzecz skuteczności dla firmy. To jest strategia samobójcza na dłuższy dystans. Zawsze pojawi się konkurent polski lub światowy i użytkownicy uciekną nawet, gdy mamy początkowo wyjątkowy towar.
Gdy nie mamy konkurencji lub pojawiła się zmowa (świadoma lub nie) kartelowa na rynku – można być bardziej bezkarnym w lekceważeniu potrzeb użytkownika.
Poziom 1. Najważniejszy na start
Realizacja potrzeby wejścia
Ludzie wchodzą na stronę z jakiegoś ważnego dla nich powodu, poszukują informacji, rozrywki lub towarzystwa. Jeżeli serwis po prostu nie zawiera tych treści – nie będzie popularny, niezależnie jak będzie np. ładny. To banalne przecież stwierdzenie bardzo często jest lekceważone, szczególnie wtedy, gdy witryna realizuje głównie cele działu marketingu, a nie cele użytkownika. Zdarza się, że w projekcie przykłada się wielką wagę (i wydaje pieniądze) do grafiki, animacji, wyrafinowanych funkcjonalności, bez których twórcy (którzy je wymyślili i są z nich dumni) nie widzą możliwości zaistnienia serwisu.
A tu zawsze trzeba pamiętać o podstawowym celu przyjścia użytkownika – co on uważa za ważne, dlaczego wybrał nasza witryną (nie spośród innych ale zasadniczo dlaczego). Trzeba sobie robić takie ćwiczenia – seanse trzeźwości – gdy wciągnięci i zafascynowani realizujemy projekt życia.
Możliwość odnalezienia głównej treści jest elementem tego poziomu. Obecność na witrynie poszukiwanej, głównej treści (przyczyny wejścia) powinna być sygnalizowana w sposób bezpośredni – przez podanie jej nazwy, linków, kategorii. Nawet jeśli witryna ma mętną strukturę, ale dostęp do głównej informacji sygnalizowany jest elementami, na które łatwo (lub jest to wysoce prawdopodobne) się natknąć – potrzeba z tego poziomu zostanie zrealizowana.
Ten poziom działa zawsze. Dla witryn społecznościowych, informacyjnych czy firmowych. Zawsze trzeba wiedzieć po co ludzie do nas przychodzą. Resztę możemy realizować, jak mamy za dużo pieniędzy.
Poziom 2. Najważniejszy na przyszłość
Realizacja potrzeby emocjonalnej
Większość rzeczy, które robimy ma drugie dno, ukrytą emocję czy niewyrażoną potrzebę. Także użytkownik w sieci tak ma. Deklarowana przyczyna odwiedzania witryny nie zawsze jest trwała. Emocje „nieoficjalne”, które ma obsługiwać witryna należą zwykle do stałego repertuaru charakterystycznego dla naszego gatunku (jak u MaslowaJ):
- Ciekawości i rozrywki (gadgety, ciekawostki, nauka, sztuka, polityka)
- Rozrywki (gry, muzyka, filmy, polityka, celebrities)
- Porównania pozycji społecznej (celebrities, sławne osoby, zwycięzcy, problemy rodzinne i finansowe znanych ludzi)
- Przynależności (zamknięte i otwarte grupy dyskusyjne, czat, blogi z komentarzami, hobby)
- Zdobycia pozycji społecznej (blogi, informacje finansowe, motoryzacja, allegro, serwisy gdzie jest się autorem – foto, muzyka, pisanie, linked-in)
- Akceptacji (najczęściej braku poczucia własnej wartości) (serwisy randkowe z oszukanymi profilami, serwisy pedofilskie, gwałtowne fora dyskusyjne),
- Seksu (randkowe i porno, celebrities, fotograficzne, sklepy z bielizną, fora z tematami towarzyskimi)
Jak łatwo zauważyć, w każdy serwis można wmontować elementy z listy, tak by serwis był bardziej lepki.
Poziom 3.
Witryna jest z mojego świata.
Ten dość ezoteryczny poziom potrzeb jest ważniejszy niż kolejne, w zapewnieniu sukcesu witryny. Ilustruje to częsty sukces witryn zakładanych przez amatorów – zapaleńców tematu, którzy żyją nim i potrafią ten swój świat pokazać - tak, że inni użytkownicy zainteresowani tematem wiedzą, że trafili na swoich i ekspertów. Często jest tak, że twórcy witryny (szczególnie ci odpowiedzialni za jej treści) są w podobnym wieku, mają podobny światopogląd (lub przynajmniej pogląd na funkcje witryny), system wartości, gusta, żywiołowość, pochodzą z podobnego kręgu kulturowego, klasy społecznej etc.
Zapewnienie realizacji tego poziomu jest często trudne dla profesjonalnych zespołów produkcyjnych, ponieważ rzadko zdarza się, że robią oni witryny dla siebie.
Poziom 4.
Wygoda obsługi.
Jak już mamy celową i swojską witrynę, warto by była wygodna w użyciu. I choć użyteczność witryny jest dopiero na czwartym poziomie, warto jednak zwrócić uwagę, że istnieją sytuacje, gdy poprzednie poziomy są podobnie wypełnione przez konkurencję, a ten staje się ważny dla sukcesu witryny.
No i mamy zupełnie nowe podejście do użyteczności w postaci iPhona, gdzie haptyczny interfejs sprawił, że to on jest pożądanym celem posiadania urządzenia. Jednak sytuacje, gdy sam sposób użycia gadgetu jest zabawowy i przyjemny i staje się celem – nie są częste.
Użyteczność ma duże znaczenie w serwisach transakcyjnych, gdzie niemożność zakupienia towaru zaczyna stawać w sprzeczności z realizacją potrzeby z poziomu pierwszego.
Poziom 5.
Przyjemność estetyczna.
Tu, podobnie jak i u oryginalnego Maslowa, potrzeby estetyczne są potrzebą bardzo wysokiego poziomu i przez to w praktyce bardzo mało ważną dla większości użytkowników. W wielu przypadkach w procesie powstawania witryny twórcy nie poradzili sobie z pierwszymi czterem, więc co zmieni realizacja piątego? A jest to na dodatek jeden z najczęstszych problemów w serwisach firmowych. Z jednej strony, dlatego, że większość stron robią graficy, z drugiej też dlatego, że zamawiający, którzy zwykle doskonale znają swoje produkty, podświadomie osobiście nie są zainteresowani treścią serwisu i zwracają głównie uwagę na jego estetykę. Powszechne jest wybieranie firmy projektowej na podstawie ofertowego projektu paru stron serwisu, gdzie z oczywistych względów jego piękno jest głównym kryterium wyboru.
Podobne do przeżycia estetycznego, jest zadziwienie. Twórcy strony mogą umieścić na niej treści lub funkcje, w zasadzie niepotrzebne, ale będące czymś w rodzaju prezentu, dostarczonej przyjemności. Potrzeba zadziwienia może pojawiać się u użytkowników stron firm markowych.